środa, 23 lipca 2014

Rozdział szósty. "W życiu muszą nastąpić zmiany. Niekoniecznie dobre, ale w życiu już tak jest."


Magia nie zmienia świata, jeszcze bardziej go komplikuje.







Dziewczyna nie zdążyła się obrócić, a co dopiero krzyknąć, kiedy drzwi wyleciały w powietrze. W progu stał monstrualny wilk, a przynajmniej przypominał to zwierzę. Pysk miał okaleczony, a na miejscu prawego oka znajdowała się ogromna, zaróżowiona blizna, którą prawdopodobnie stwór nabył niedawno.

- Otchłaniec - wysyczał chłopak. Zwierzę jednak nie zwróciło na niego najmniejszej uwagi. Bacznie przyglądało się zaszokowanej dziewczynie.

- Mel, nie ruszaj się. I rób dokładnie to, co ci powiem, dobrze? - szepnął jej do ucha, stojąc w bezruchu.

Brunetka pokiwała głową. I to był jej błąd. W tym momencie wilk rzucił się do ataku. Kiedy całe życie stanęło jej przed oczami, jeszcze raz pomyślała o swojej siostrze. Może tak będzie lepiej? Wszystkie problemy się skończą. Będzie po wszystkim. Śmierć nie jest taka zła, przecież coś musi po niej być, prawda? Coś nieznanego, trochę interesującego. Ale w końcu to śmierć. Nie była gotowa umierać, jeszcze nie teraz, szybko się za to skarciła. Zdążyła jedynie zasłonić głowę, kiedy Dante stanął przed nią i osłonił przed atakiem, uderzając zwierzę kijem w brzuch. - No przecież miałaś się nie ruszać! - krzyknął. - A teraz uciekaj!

Melanie przez chwilę się zawahała. Nie mogła go tutaj zostawić. A co jeśli zginie? Kto jej pomoże? Nikogo tutaj nie zna. Komu może zaufać? Ale z drugiej strony wiedziała, że poradzi sobie o wiele lepiej, gdy nie będzie jej w pobliżu i będzie wiedział, że jest w miarę bezpieczna.
Zanim stwór podniósł się z ziemi, dziewczyna wybiegła z pomieszczenia, uderzając biodrem o resztki drewnianej framugi drzwi. Dante zaatakował po raz kolejny, by uniemożliwić mu drogę do wyjścia.

*

Melanie wybiegła na ulicę, nie patrzyła w tył, biegła prosto przed siebie. Chciała uciec. Obudzić się. Chciała żeby to był tylko sen. Dlaczego to akurat musiało spotkać właśnie ją?
Zatrzymała się dopiero w Central Parku, kiedy wpadła na jakiegoś przechodnia.

- Colin! - wysyczała próbując złapać powietrze do płuc. - Jak dobrze, że cię widzę.

Położyła dłonie na kolanach i wdychała świeże powietrze. Płuca zaczęły ją piec. Poczuła ulgę na widok starego przyjaciela, a jednocześnie nie chciała go widzieć. Nie chciała, żeby i jemu coś się stało.

- Gdzie ty się podziewałaś?! Czemu nie odbierałaś telefonu?! Szukali cię!

Chłopak był wyraźnie zdenerwowany.

- Kto mnie szukał? - odparła zdziwiona, prostując się.

- A ja wiem?! Przyszli dzisiaj rano. Dwóch napakowanych gości, wyglądali jak jacyś dilerzy, brałaś coś? Melanie w coś ty się wplątała?!

Chłopak podniósł jedną brew. Melanie dobrze wiedziała o kim mówi. To oni zabili jej siostrę.

- Co im powiedziałeś? - westchnęła. Zamknęła na chwilę oczy i przysłuchiwała się odgłosom ulicy.

- Że nie mam pojęcia gdzie jesteś, a wtedy mocno się wkurzyli i zdemolowali mi dom! - wyrzucił z siebie.

Melanie stała przez dłuższą chwilę w milczeniu. Przyglądała się ludziom, którzy ich mijali. Szli w spokoju, a po chwili znikali za alejką zielonych drzew i już nigdy miała ich nie spotkać. Gdy biegła nikt nie zwrócił na nią uwagi. W takim mieście to jest normalne.
Usłyszała wrzaski dzieci dobiegające z placyku zabaw i żałowała, że ona już nie jest dzieckiem.
Przypomniała sobie wszystkie spędzone tutaj chwile. Często przychodziła tutaj z mamą i starszą siostrą. Jej matka siadała na drewnianej ławce w cieniu, pod wielką wierzbą i czytała przeróżne książki. Rose brała ją za rękę i prowadziła na huśtawki, gdzie bujała ją tak wysoko, że dziewczynka krzyczała, i matka musiała interweniować. Po huśtawkach biegły razem na zjeżdżalnie, z której zjeżdżały do piaskownicy, gdzie Melanie odpłacała się Rose, sypiąc ją piaskiem we włosy. Po skończonej zabawie, cała trójka szła na drugi koniec parku. gdzie były lody. Rosalie brała śmietankowe, jej mama czekoladowe, a ona zawsze zmieniała smaki. Lubiła poznawać nowe rzeczy. Lody to jej ulubione słodycze, mogła rozkoszować się nimi godzinami. Są zimne i... zimne.

- Zimne? - wyszeptała. - Dante!

- Kim jest Dante?! Brałaś coś od niego? Dlatego tak majaczysz? - patrzyła jak głupia na chłopaka i nie potrafiła wypowiedzieć słowa, jakby miała związane gardło. A co jeśli on nie żyje? - Melanie, słuchasz mnie?!

- Nie - odparła. - Chodź.

*

Melanie wróciła pod hotel, z którego niedawno wybiegła. Miała nadzieję, że udało mu się wyjść cało z opresji. Przecież musiała go znaleźć. Chcąc czy nie chcąc był dla niej jedyną opcją przeżycia.
Wiedziała, że kiedy - o ile - ją zobaczy, wścieknie się. A gdy zobaczy kogo ze sobą przyprowadziła, to jeszcze bardziej się wścieknie. Ale co innego mogła zrobić? Nie mogła go zostawić. Skoro byli u niego raz, co stanie im na przeszkodzie, by przyjść drugi? A wtedy może dojść do znacznie gorszych rzeczy. A nie mogła pozwolić sobie na stratę kolejnej osoby. Chociaż dzieliły ich lata świetlne, on zawsze będzie kimś ważnym w jej życiu.

- Melanie?! - przewróciła oczy na dźwięk znajomego głosu. Równocześnie odetchnęła z ulgą, a zarazem była zdenerwowana. No to jakże ciepło ją przywitał. W jego głosie było słuchać pretensje. - Kto to jest?! Nie. Moje pytanie brzmi co ty tu robisz?! A tym bardziej co on tu robi?! - Dante spojrzał spod łba na brunetkę. Na twarzy Colina pojawiło się zmieszanie.

- Jestem tu tak? - prychnął. Dante uciszył go jednym spojrzeniem, gotował się ze złości. Gdyby mógł, pewnie para wyleciałaby mu uszami. Zaczął prawić dziewczynie kazanie. Ale ona spoglądała raz na przyjaciela, a raz na wampira. Byli tak różni, a zarazem podobni. Czy to możliwe?
Colin był ubrany w czerwoną koszulę w kratę, a na nogach przypasowane czarne rurki, do tego ciemne buty za kostkę. Blond włosy zasłaniała granatowa czapka. Na rękach miał kilka bransoletek z muliny, które pewnie zrobiła mu jego młodsza siostra, Lena.
Colin to taki skejt, pomyślała.
Dante natomiast był wyglądał na bad boy'a, łamacz serc. Był wyższy o kilka cali od blondyna. Jego ciemne włosy były w nieładzie, ale to nic dziwnego, skoro właśnie walczył z demonem. Swoją skórzaną kurtkę trzymał w ręce, prawdopodobnie zdjął ją w czasie walki. Jego czarny T-shirt przylegał do ciała tak, że można było zauważyć mięśnie brzucha.
Tak inni, ale tak podobni. Może chodziło o styl poruszania się, czy mówienia?
Melanie jeszcze tego nie odgadła. Ale nakazała się zauważyć to dziwne podobieństwo.
Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że przegapiła cały wykład Dantego, o tym jakże jest nieodpowiedzialna. Jaka szkoda.
Wróciła myślami do rzeczywistości, która okazała się brutalna. Life is brutal, jakby to powiedziała jedenastolatka, która twierdzi, że ma same problemy, dlatego się potnie.
Jej matka zginęła.
A ona to przewidziała.
Jej dziadek zginął.
A ona to przewidziała.
Jej babka umierała w szpitalu.
Jej siostra została zamordowana.
A ona to przewidziała.
Odnalazła starego przyjaciela, któremu grozi niebezpieczeństwo.
Przez nią.
Musi polegać i ufać obcemu mężczyźnie.
Który jest wampirem.
Została Wagą.
Cokolwiek to znaczy.
Jakiś demon, a właściwie nie demon, tylko Demon jej szuka.
Świetnie.
Została sama.
Dlatego postanowiła odnaleźć ojca. On musiał znać odpowiedzi na jej pytania.
Przecież takie rzeczy zdarzają się tylko w filmach?
Nie, to była rzeczywistość.
Rzeczywistość, którą przewidziała.
- Zeszyt! - wyszeptała. A co jeśli on jest kluczem do wszystkiego?

*

Cała trójka udała się pod dom Melanie. Brunetka opowiedziała im co widziała w zeszycie, a co potem się sprawdziło. Powiedziała o grobach, które rysowała jak miała pięć lat, jej matki, dziadka i Rosalie. Ale gównie chodziło jej o postać czarnego anioła.
Colin przyglądał się temu z niesmakiem, nikt mu szczegółowo nic nie wyjaśniał, i nawet nie chciał o tym słyszeć. Nadal miał nadzieje, że dziewczyna brała jakieś halucynogeny. Dlatego nie chciał jej zostawić z tym facetem, nie wiadomo co chodziło mu po głowie.

- Dobra, mam dość! - po raz pierwszy od dłuższego czasu odezwał się Colin. - Ktoś mi wytłumaczy, co tu się dzieje?

Dante przewrócił oczami. Jak dla niego ten chłopak mógł zostać pod hotelem, ale dziewczyna się uparła, żeby go zabrać. Odchrząknął, ale zanim zdążył się wypowiedzieć, że jak coś mu się nie podoba to może iść, Melanie zabrała głos.

- Wytłumacz mu to wszystko - zwróciła się z prośbą do Dantego.

- Nie, nie, nie. Nie, nie. Czy wspomniałem już, że nie? - zaczął gestykulować.

- Nie możemy go teraz zostawić - odpowiedziała przestraszona Melanie, wpatrując się w dal.

- A właśnie, że możemy i to zrobimy.

- Nie. Za późno.

- Nigdy nie jest za późno. No dobrze, w czym tkwi problem? Nie możesz bez niego żyć?

- Ponieważ jego dom właśnie się pali. A wybiegli z niego ci sami mężczyźni, którzy zamordowali Rosalie - Melanie wskazała ręką na punkt, któremu się przypatrywała. - Może dlatego.

*

Na koniec dnia wszyscy udali się do kolejnego hotelu. Melanie przydałaby się dawka solidnego snu, tak samo, jak zmieszanemu Colinowi. Brunetka szczegółowo opowiedziała mu zdarzenia z ostatnich kilku dni. Początkowo nie chciał o tym słuchać, ale gdy tylko Dante pokazał mu kły, uwierzył.
W zeszycie, po który musieli się wrócić, nie było nic konkretnego. Albo i oni tego nie zauważyli. Nazajutrz postanowili odnaleźć Radę. Problem polegał w tym, że nikt nie wiedział, gdzie można ją znaleźć. Co jakiś czas zmieniała miejsce swojego pobytu.
Hotel był z drugiej ręki, tylko na jedną noc. Na karmelowych ścianach wisiały obrazy kwiatów, zupełnie nie pasowały do wnętrza. Pośrodku pokoju stała duża zielona kanapa, a przed nią mały telewizor. Z tyłu stało dwupiętrowe łóżko naprzeciwko brązowej szafy. Melanie rzuciła jeansowy plecak na łóżko, a po chwili padła obok niego.

- Melanie, możemy porozmawiać? - głos Dantego rozbudził dziewczynę. Przeciągnęła się jak kot i jęknęła:

- Nie możemy rano?

- Nie, to ważne - odparł, opierając się o łóżko. Czekał na odpowiedź brunetki, jednak usłyszał jedynie szept, którego nawet on nie był w stanie wychwycić.

- Mela, możesz ze mną porozmawiać? - szturchnął ją lekko w ramię, a ona podskoczyła, uderzając się w głowę.

- Tak, już idę - złapała się za tył głowy i wymasowała go. Przetarła oczy i zmrużyła je widząc palącą się lampkę.

Dante czekał na balkonie, którego dziewczyna początkowo nie zauważyła. Myślała, że to okno przysłonięte długą czerwoną firanką. Stał przytrzymując obręcz i spoglądając ruch uliczny miasta, które nigdy nie śpi. Wchodząc na taras ogarnął ją zimny powiew. Ziewnęła i objęła się ramionami.

- Co się stało? - wyszeptała jeszcze na wpół przytomna.

- To zły pomysł - nie musiała się wysilać, żeby wiedzieć, że mówi o Colinie. Może i zły, ale jedyny właściwy. Czy to ma sens? Prawdopodobnie nie.

- Dlatego postanowiłeś obudzić mnie o trzeciej w nocy, żeby mi o tym powiedzieć? Mogłeś się nie fatygować, bo ja o tym wiem. Ale dobrze wiesz, że gdyby on był wtedy w domu... nie chcę o tym myśleć.

- Nadal uważam, że to zły pomysł - odparł, nie patrząc na nią. Dziewczyna przewróciła oczami i miała zamiar wyjść z balkonu, kiedy złapał ją za przedramię.

- Gdzie idziesz?

- Spać, ponieważ ta rozmowa nie prowadzi do niczego.

- Zaczekaj, mam coś dla ciebie - po raz pierwszy zagościł uśmiech na jego twarzy.

Wyciągnął z kieszeni kawałek papieru, w którym był zawinięty złoty łańcuszek z kryształowym sercem. Łańcuszek Rosalie. Łańcuszek jej matki.

- Skąd? - wyszeptała, dotykając go.

- Rose nie chciałaby, żeby gdzieś przepadł, ucieszyłaby się, gdyby cię w nim widziała - okręcił ją delikatnie i zapiął złoty wisiorek, muskając przy tym palcami jej kark. Wzdrygnęła się.
Po raz pierwszy byli tak blisko siebie. Dziewczyna poczuła oddech na swoim karku, przez co dostała gęsiej skórki, a on czuł przyśpieszone bicie jej serca. Odwróciła się twarzą do niego.

- Dziękuję - powiedziała bezgłośnie, patrząc chłopakowi w oczy.

Pochylił się lekko tuż nad jej ustami, a kiedy miał zamiar je musnąć, drzwi od balkonu rozsunęły się z hukiem.





Dedykacja dla Ady i Kini :3
Cóż, nie wiem co jeszcze mogę powiedzieć? ;x
Dziwny rozdział, bardzo ;_;

7 komentarzy:

  1. Dziękuję za dedykację! ;*
    Czemu on jej nie pocałował?! Ja tam miałam ochotę dopisać, że się pocałowali, ale ehh, nie darowałbyś mi tego, nie? ;_; Szkoda ;c
    No. I wiesz, mam wrażenie, że zanim dajesz mi sprawdzić te rozdziały, to usuwasz przecinki, bo je dopisuję xD No i, często robisz jakieś takie dziwne rzeczy, że piszesz coś takiego: "Colin był ubrany w czerwoną koszulę w kratę. A na nogach miał..." rozumiesz? Nie rób tego więcej, to ma być jedno zdanie xD Poza tym, czytam 19 razy Katherine, imię Colin bardzo na propsie.
    Weny! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. I nadal Oluś miejsce nie zajęte xD
    Musiałam się sama pofatygować ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszaa! Nie ogarnęłam xD
      Ale Twoje, tak <3

      Usuń
  3. Gdy opisałaś Colina, miałam ochotę go zadźgać ;D Ewentualnie ciebie. Ot takie rozdarcie emocjonalne. Ale postanowiłam zadźgać chłopaka, bo jakbym wybrała ciebie to kto kontynuowałby tą (lub tę już nawet nie wiem T,T) wspaniałą historię =D Nienawidzę rurek u kolesi! No nie cierpię! :P Ale uratowałaś sytuację osobą Dantego xD Śmiem twierdzić iż Colin to też istota ze świata RIP :D Ciekawy rozdział, ale szkoda, że nie pokazałaś walki z "wilkiem". Dodało by to większej akcji, która i tak jest rozbudowana =D
    Gdzieś przed spójnikiem "i" znalazł się przecinek. Ot taki mały psikusik interpunkcyjny ;D Ale to chyba tyle z błędów. A nawet jeśli były to mój mózg automatycznie je ignoruje ;_;
    Pozdrawiam i czekam na 7 =D
    ps. założyłam gg ^,^
    Kunegunda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A bo zapomniałam xD Ten Colin to za grosz wyczucia nie ma?! W takim momencie?! (tzn. myślę, że to on xD) Kolejny raz mam ochotę go zadźgać T,T ~ostrzy nóż i odkłada na bok. Daje mu szansę, ale jak odwali coś w następnym rozdziale to poleje się krew~ LOVE DANTE <3
      Jeszcze raz pozdrawiam ;D
      Kunegunda Lis

      Usuń
  4. Uwaga Spam!
    Nadchodzi w życiu taki moment, że wszystko ma swój kres.
    Coś nowego się kończy i zaczyna.
    To właśnie spotkało Hermionę Granger, która z dnia na dzień traci całe swoje życie.
    Doprowadzona do granicy decyduje się na zemstę na człowieku, który według niej był odpowiedzialny za nieszczęścia jakie spotkały na nią Draconie Malfoyu.
    Ich spotkanie sprawia, że na nowo poznaje siebie i otwiera się na szanse jaką otrzymuje.
    I gdy wszystko wydaje się układać wówczas dochodzi do tragedii.
    Jak Hermiona zachowa się w nowej sytuacji?
    Czy Draco uwierzy w jej niewinność?
    Kto jest odpowiedzialny za wszystkie cierpienia w ich życiu?
    Jeśli jesteście ciekawi zapraszam na nową historię dramione pt : „Gorzka zemsta”
    Na adres : amara-ultionis.blogspot.com!
    Życzę wam przyjemnej lektury!


    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj! :D
    Wpadłam tu dziś na chwilę, bo zobaczyłam cię na liście nowych członków stowarzyszenie DHL i pomyślałam... a wejdę sobie, popatrzę, poczytam i... jestem :)
    No i zaczynam czytać twoją historię od początku, bo nie wypada zaczynać od szóstego rozdziału.
    No i chciałam przy okazji nominować cię do kategorii Liebster Award, bo pomyślałam, że może chętnie się zabawisz ;)
    Więcej u mnie: me-voir.blogspot.com
    Pozdrawiam
    Never

    OdpowiedzUsuń