Magia nie zmienia świata, jeszcze bardziej go komplikuje.

Em, no co by tu powiedzieć.
Nie jestem jakoś super zadowolona ;_;
Ogólnie to mi się średnio podoba.
Ależ cóż, dopiero się rozkręca.
Zgubiłam kartkę, gdzie miałam wszystkie pomysły. Tylko pogratulować.
Rozdział jak zawsze dla tych samych osób.
Czyli dla mojej bety <3
I dla A. Latyenaite, za to że to czyta, i pyta się kiedy następny <3 (Nie ogarnęłam tego fajnego 'e', przykro mi xD)
Nie jestem jakoś super zadowolona ;_;
Ogólnie to mi się średnio podoba.
Ależ cóż, dopiero się rozkręca.
Zgubiłam kartkę, gdzie miałam wszystkie pomysły. Tylko pogratulować.
Rozdział jak zawsze dla tych samych osób.
Czyli dla mojej bety <3
I dla A. Latyenaite, za to że to czyta, i pyta się kiedy następny <3 (Nie ogarnęłam tego fajnego 'e', przykro mi xD)
- Rose, co tu właściwie się stało?! - Dante wszedł z powrotem do kuchni. Deszcz przestał już padać, jedyną pozostałością po nim były mokre szyby. Przez chmury znów przebijały się delikatne promienie słoneczne, które oświetlały pomieszczenie.
Rosalie stała zgarbiona, oparta o kuchenny blat. Wzrok utkwiła w kafelkach. Zawsze, kiedy się denerwowała, kręciła złoty łańcuszek wokół palca. Kiedyś należał do jej matki. Zwykły paciorkowaty wisiorek z białym kryształkiem w serduszku. Niby miał przynosić szczęście, jednak do tej pory było zupełnie odwrotnie.
Na samym środku pomieszczenia, znajdowało się ciało. Alais. Była martwa.
- Nie żyje. - Rose przestała bawić się wisiorkiem i położyła ręce wzdłuż długich nóg. - To wszystko moja wina, gdybym zareagowała szybciej to ona by...
- To nie jest twoja wina. Nikt nie wiedział, że on się przebudzi. Nikt.
- Ale ja powinnam to wyczuć, tak?! Jestem Wagą. Powinnam wiedzieć, że coś jest nie tak. Powinnam to czuć. To - wskazała na martwe ciało dziewczyny - nigdy nie powinno się zdarzyć.
Rosalie zaczęła się trząść. Mocno zamknęła oczy i westchnęła. Palce zacisnęła w pięści.
- Czego ona tu szukała? - Dante usiadł na krześle z czerwoną poduszką. Wodził wzrokiem za każdym ruchem blondynki. Kiedyś myślał, że jest ładna, ale nie była w jego typie, więc nigdy nie spróbowali. Czasami przypominała mu lalkę barbie. Była sztuczna. Ale tylko on znał ją dostatecznie, żeby wiedzieć jaka jest naprawdę. Kiedy każdy uważał, że nie ma już dla niego ratunku, ona była przy nim. Podała mu pomocną dłoń. Dlatego teraz to on był przy niej.
- Chciała mnie ostrzec. Uciekła mu i przybiegła tutaj - dziewczyna zrobiła długą pauzę. - On tu przyjdzie, idzie po mnie. Wiem, co muszę zrobić. Może to ci się nie spodobać, ale potrzebuję twojego wsparcia, twojej pomocy. Melanie sama nie da sobie rady. Musisz... - widząc zdziwioną minę chłopaka, zaczęła mu tłumaczyć, co zamierza począć. Z jego pomocą czy bez.
*
Melanie, siedząc w obrotowym krześle rzuciła zeszytem o ścianę. Była zdezorientowana. Dlaczego ona rysowała takie rysunki? Rysunki, które się sprawdzały.
Zamknęła oczy, mając nadzieję, że to tylko zły sen. Że nic w ciągu tego dnia się nie wydarzyło... niestety.
Podniosła głowę, kiedy usłyszała dźwięk przekręcanego klucza w zamku. Nie wiedziała dlaczego, ale momentalnie podniosła się z fotela i złapała w rękę kij bejsbolowy.
Kiedy była mała, jej wujek Nick zabierał ją na mecze, a następnie uczył grać w ogródku. Wujek Nicholas był najlepszym przyjacielem matki Mel i Rose. Znali się od dziecka. Można powiedzieć, że byli dla siebie jak rodzeństwo. Z wyglądu trochę przypominał Melanie.
Był wysoki i dobrze umięśniony. Ciemne włosy spadały mu swobodnie na czoło. Jego zielone oczy, lśniły w ciemności jak u kota. Raz czy dwa, kiedy zabierał Melanie do zoo czy do kina, ludzie nazywali ją jego córką.
- Ale ma pan prześliczną córeczkę. Wykapany tatuś.
Wtedy wujek Nick zalewał się rumieńcem i z trudem wybełkotał, że to tylko chrześnica. Ludzie speszeni, głupio się uśmiechali i odwracali wzrok.
Mel spokojnie podeszła do drzwi. Kiedy się uchyliły, odetchnęła z ulgą. W progu stała dziewczyna. Tym razem ubrana była dość swobodnie. Białą suknię zastąpiła zwykłym białym topem na ramiączkach z jasnymi jeans'ami z dziurą na kolanie. Zamiast sandałów na koturnie dziewczyna miała włożone szare trampki za kostkę. Złote loki były spięte w koński ogon. Mocniejszy makijaż był zastąpiony lekkimi kreskami. Rosalie.
- A ty co, idziesz zatłuc jakiś kiboli? - mówiła spokojnie. Jakby nic się nie stało. - Odłóż to, zrobisz sobie jeszcze krzywdę - usiadła na łóżku, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Opuściła wzrok pod nogi, schyliła się i podniosła zeszyt. Jej usta odchyliły się, już miała coś powiedzieć, kiedy to jej młodsza siostra zabrała głos.
- Co to jest?
- To? - machnęła zeszytem w ręce. - Zeszytem. Nie wiem, twoja rzecz - odłożyła notatnik na łóżko.
- Dlaczego to co w nim jest sprawdza się?
- A skąd ja to mam wiedzieć, co? Może masz deja vu. Szczerze? Nie obchodzi mnie to. Są ważniejsze tematy niż jakiś głupi zeszyt, na przykład...
- Co się stało z tą kobietą? Z... Alais?
Rosalie ściągnęła brwi.
- Nic. Wszystko w porządku. Karetka zabrała ją do szpitala, nie martw się.
Melanie wiedziała, kiedy siostra kłamie. Zaczynała kręcić wisiorkiem ze zdenerwowania, jak w tej chwili. Po za tym, wiedziałaby kiedy przyjechała karetka. Jej okna wychodzą na przód domu. Zauważyłaby. Była pewne, że dziewczyna nie żyje. Widziała. Ale dlaczego siostra kłamie? Czyżby chce coś ukryć? Czy może robi to by jej nie denerwować?
- Rose...
- Mela, daj spokój. Koniec. Idź spać. Mam coś do załatwienia z Dante, wrócę późno w nocy, nie czekaj na mnie.
Coś do załatwienia z Dante. Nie no świetnie, czy jej siostra w takiej chwili pójdzie na randkę? Z całą pewnością. To Rosalie. Brunetka przewróciła oczy i odepchnęła od siebie wizję miziającego się z jej siostrą Dantego.
*
Tej nocy spała niezwykle spokojnie.
Zbudziły ją pojedyncze promienie słoneczne wpadające przez okno. Otworzyła oczy i ujrzała tańczące pyłki kurzu. Wstała. Usłyszała hałasy dochodzące z kuchni. Melanie słyszała jak jej siostra wraca o pół do czwartej rano. Westchnęła. Powolnie zwlokła się z łóżka i podeszła do szafy. Przeglądając wszystkie ubrania, chcąc czy nie chcąc musiała przyznać, że jej siostra ma gust. Wszystkie ubrania były nowe, jeszcze z metką. Dopasowane do jej figury, koloru oczu. Mel nigdy sama by sobie nie kupiła bluzek z koronkami, ale podobały jej się.
Włożyła na siebie fioletową sukienkę z koronką zamiast dużego dekoltu i szare trampki. Przynajmniej po części zostaję sobą, pomyślała.
Ciemne włosy opuściła na ramiona i wyszła.
*
Schodząc po schodach, zauważyła w kuchni swoją starszą siostrę. Chcąc uniknąć porannego kazania, przemknęła się do drzwi wejściowych i wyszła.
Na zewnątrz roznosił się zapach skoszonej trawy. Brunetka głęboko wciągnęła powietrze. Uwielbiała ten zapach. Uśmiechnęła się i ruszyła w stronę miasta. Już z daleka widziała Statuę Wolności. Mieszkając na przedmieściach, jest się wolnym od hałasu. A ona właśnie do niego była przyzwyczajona. Mimo iż nie lubiła ludzi, wolałaby mieszkać w centrum.
Weszła do metra.
Po niecałych trzydziestu minutach znajdowała się na Brooklyn'ie.
Otworzyła drzwi do księgarni znajdującej się na rogu. Melanie lubiła zapach nowych książek, przyprawiał ją o dreszcze. Przeglądając półki z mitami ktoś wpadł na dziewczynę. Mel upuściła na ziemię kilka książek.
- Uważaj jak chodzisz! - burknęła dziewczyna, sięgając po pozycje walające się na podłodze.
- Eh, sorry - chłopak kucnął przy niej, i ułożył rozsypane książki w niezgrabny stos.
- Jest znaczna różnica między sorry a przepraszam - zauważyła dziewczyna, podnosząc się na nogi.
- Przepraszam?
- O wiele lepiej.
- Ee... Melanie? - na dźwięk swojego imienia dziewczyna znów obróciła się do chłopaka. Dopiero teraz go rozpoznała. Ciemne włosy rozjaśniały do bursztynowego koloru. Nadal błękitne oczy nie były już zasłonięte przez ogromne okulary. Aparat na zęby znikł. Kiedyś chude ręce i nogi teraz pokrywały delikatne mięśnie. Colin.
Ciemne włosy opuściła na ramiona i wyszła.
*
Schodząc po schodach, zauważyła w kuchni swoją starszą siostrę. Chcąc uniknąć porannego kazania, przemknęła się do drzwi wejściowych i wyszła.
Na zewnątrz roznosił się zapach skoszonej trawy. Brunetka głęboko wciągnęła powietrze. Uwielbiała ten zapach. Uśmiechnęła się i ruszyła w stronę miasta. Już z daleka widziała Statuę Wolności. Mieszkając na przedmieściach, jest się wolnym od hałasu. A ona właśnie do niego była przyzwyczajona. Mimo iż nie lubiła ludzi, wolałaby mieszkać w centrum.
Weszła do metra.
Po niecałych trzydziestu minutach znajdowała się na Brooklyn'ie.
Otworzyła drzwi do księgarni znajdującej się na rogu. Melanie lubiła zapach nowych książek, przyprawiał ją o dreszcze. Przeglądając półki z mitami ktoś wpadł na dziewczynę. Mel upuściła na ziemię kilka książek.
- Uważaj jak chodzisz! - burknęła dziewczyna, sięgając po pozycje walające się na podłodze.
- Eh, sorry - chłopak kucnął przy niej, i ułożył rozsypane książki w niezgrabny stos.
- Jest znaczna różnica między sorry a przepraszam - zauważyła dziewczyna, podnosząc się na nogi.
- Przepraszam?
- O wiele lepiej.
- Ee... Melanie? - na dźwięk swojego imienia dziewczyna znów obróciła się do chłopaka. Dopiero teraz go rozpoznała. Ciemne włosy rozjaśniały do bursztynowego koloru. Nadal błękitne oczy nie były już zasłonięte przez ogromne okulary. Aparat na zęby znikł. Kiedyś chude ręce i nogi teraz pokrywały delikatne mięśnie. Colin.
*kłania się za dedykację*
OdpowiedzUsuńWięc, skoro obiecałam Ci, że wytknę Ci błędy w komentarzu, to Ci wytknę.
Po pierwsze: przecinki. Kobieto, masz jakiś defekt czy coś? xD No przecież tak się nie da xD Co drugie słowo wciskasz przecinek, to jest chore xD Jakby to powiedziała Aga: "Przecinki, w nieodpowiednich miejscach".
Po drugie: Radzę Ci powtórzyć odmianę czasowników przez osoby, szczególnie trzecią w pojedynczej C; Jestem pewna, że nie zawiera ona żadnych ogonków przy ostatnich literkach ;x
Używaj więcej zaimków, bo czasem nie wiadomo, o kogo dokładnie chodzi.
O! Co do ogonków, tym razem przy rzeczownikach - występują w liczbie pojedynczej, wymarły w liczbie mnogiej.
Sporadyczne powtórzenia czasowników, da się przeżyć.
Co do plusów? Nauczyłaś się robić trzykropek. Duma mnie rozpiera, owszem.
Co do samej fabuły - o żadnym Colinie nic nie wiem? O.o Wpieprzasz mi go tak nagle, wolę nie znać Twoich planów względem niego(czyt. chcę mieć wszystko ładnie wytłumaczone na gg zaraz po przeczytaniu tego komentarza). O, i pomysł z tą jakąś Wagą, co jest nią Rosalie, to też mnie ciekawi, pamiętaj xD
Weny! <3
Bardzo, ale bardzo Cię przepraszam, ze nie skomentowałam, ale już jest! XD
OdpowiedzUsuńDziękuje ze dedykacje, sama nie ogarniam tego mojego nazwiska, ale nie wiem, takie wymyśliłam z mamą. Łał nie z neta xD
Ale teraz o rozdziale! Coś tu śmierdzi i to nie mój pies! XDDD Rose coś ukrywa ;-; A te rysunki, szczerze też bym chciała takie rysować, bo bym wiedziała co się stanie xD Ale nie, bo ja nawet normalnie rysować nie umiem '-'
Przyjaciel? Przyjaciel z dzieciństwa? Pięknie ^^
Przepraszam jeszcze raz, że nie skomentowałam ;-;
Weny życzę :3