Magia nie zmienia świata, jeszcze bardziej go komplikuje.
Melanie ze szlochem poczłapała na drugi koniec pomieszczenia. Oparła się o wilgotną
ścianę, a następnie zaczęła płakać jak małe dziecko. Łzy leciały jej strumieniami po zaróżowionych policzkach. Przez chwilę nie mogła złapać powietrza. Rozum podpowiadał jej, żeby przestała siedzieć bezczynnie i płakać, i żeby zawiadomiła kogoś o tym, co właśnie miało miejsce, ale jej ciało nie reagowało na polecenia.
Ręka nadal jej pulsowała. Czuła się, jakby ktoś postanowił wkłuć jej tysiące małych igiełek. Nie mogła nią poruszyć bez zadawania sobie bólu.
Nie miała zamiaru podnosić wzroku. Nie chciała widzieć swojej siostry leżącej na zimnych kaflach. Cały czas myślała o jej ostatnich słowach. Hic venit. Nigdy nie słyszała czegoś takiego. Nie mogła się skupić na niczym. Nawet nie usłyszała zbliżających się kroków. Dopiero poczuła dotyk na swojej skórze. Wzdrygnęła się i instynktownie zerwała się do ucieczki przez wyłamane drzwi ogrodowe. Na wszelki wypadek obejrzała się jeszcze raz za siebie. Jakby miała mnóstwo czasu. Nikogo nie było. Czyżby jej się to tylko zdawało? Odetchnęła z ulgą. Jedną ręką oparła się o framugę, a drugą - tą poparzoną - przycisnęła do brzucha.
- Gdyby to był seryjny morderca, byłabyś już martwa - usłyszała ten znajomy głos. Delikatny, ale jednocześnie mocny. Przyjemny i irytujący. Łagodny i sprawiający ból. Dante.
Bez cienia niezręczności złapała go za koszulkę i przytuliła się do niego. On, mający tak delikatną istotę w ramionach, początkowo zdezorientowany, objął ją mocno. Położył podbródek na jej głowie i wsłuchiwał się w bicie jej serca. Biło jak oszalałe. Jakby tysiące antylop przebiegało po asfalcie. Kiedy w końcu wypuścił ją z uścisku, westchnął głęboko.
Brunetka nadal stała tyłem.
- Mel, co tu się wydarzyło? - powiedział ochryple. Podszedł do blondynki. Przełknął głośno ślinę i kucnął przy niej. Ostatni raz poprawił jej kosmyk blond włosów, który miała na oczach. Wiedział, że nawet po śmierci Rose musiała mieć idealną fryzurę.
Dziewczyna z trudem opowiedziała mu sytuację sprzed dwudziestu minut. Kiedy chłopak zapytał co zrobiła sobie w nadgarstek, spróbowała mu to wytłumaczyć, choć nie wiedziała za bardzo jak.
Dante złapał się za głowę i krzyknął, a następnie wściekły wszedł prosto do salonu i cisnął wazą o ścianę.
- Co się stało? - wyszeptała Melanie. Najpierw popatrzył na nią jakby była szalona, a następnie się roześmiał.
- Cóż chyba jesteśmy na siebie skazani, kotku - prychnął - więc idź spakować najpotrzebniejsze rzeczy - machną ręką w stronę schodów.
- Nigdzie z tobą nie idę - rzuciła gniewnie. - Najpierw mi wyjaśnisz co jest grane.
- Słuchaj. Albo grzecznie pójdziesz się spakować, albo przez całe miasto będziesz paradować w piżamce, twój wybór. Wyglądasz w niej całkiem nieźle, ale nie sądzę, żeby to było przyjemne. Wyjaśnię ci wszystko jak dotrzemy w bezpieczne miejsce, bo jak sama widziałaś twój dom już nim nie jest, więc rusz się, kochana. Same najpotrzebniejsze rzeczy. Masz pięć minut, a jak się nie wyrobisz to przyjdę tam i wejdę bez pukania, tak tylko cię uprzedzam - mrugnął do niej.
Miała ochotę cisnąć drogą wazą w niego. Jej siostra, a jego przyjaciółka właśnie zginęła, a on sobie żartuje? Ale zabrakło jej odwagi na jakikolwiek ruch. Posłusznie wykonała polecenia. Ale przed tym zabroniła sobie więcej płakać. Nie przy nim.
*
Przechodzili przez park. W powietrzu panowała wilgoć. Mrok zasłaniał wszystkie jego zakamarki. Chłód zaróżowił dziewczynie policzki. Po raz któryś miała ochotę wypłakać się w czyjeś ramię, ale postanowiła być twarda. Nadal miała nadzieję, że to jedynie sen. Sen, z którego się wybudzi, że wszystko wróci do normy. Nie będzie idealnie, bo nigdy nie jest. Ale będzie dobrze.
- Nie myśl o tym - odezwał się Dante, jakby umiał czytać w myślach. - Melanie, życie jest jak teatr. Ludzie są aktorami. Aktorami, którzy muszą wykonać swoją rolę i zejść ze sceny. Taka jest kolej rzeczy. Rosalie odegrała swoją życiową rolę i teraz opuściła scenę. Nikt nie wie, czy potrwa ona pięć minut, czy pięć godzin. Jedyne co wiemy to to, że kiedyś dobiegnie końca, a my musimy to zaakceptować i grać dalej. A dobrze wiesz, że Rose była idealną aktorką - uśmiechnął się smutno. Melanie zrobiło się lżej na sercu, ale to nie znaczy, że lepiej. Zastanawiała się, czy chłopak darzył uczuciem jej siostrę, skoro tak się o niej wypowiada, to może?
- Kochałeś ją? - wypaliła nie zdążając tego przemyśleć.
Zaśmiał się lekko, ale jak szybko jego kąciki ust się podniosły tak i opadły.
- Kochałem.
- Och.
- Ale nie tym uczuciem, które darzy się do tej jedynej osoby, bo żyję już jakiś czas na tym świecie i nigdy nie spotkałem mojej drugiej połówki. Miłość to tylko złudzenie, kochana. Rosalie była moją przyjaciółką, traktowałem ją jak siostrę. Kiedy inni skazali mnie na straty, ona pomogła mi się podnieść. Od tamtej pory jest... była tym, co miałem - westchnął. - Okay. Muszę porozmawiać z pewną osobą...
- Kim? - przerwała mu.
- Jak ci powiem, że z wróżką, uwierzysz mi? - podniósł jedną brew.
- Nie.
- No widzisz. Z pewną osobą, usiądź na ławce i grzecznie zaczekaj. Jakby coś się działo, to krzycz. Tyle że lepiej, żeby się nie działo. Zdziwiłabyś się ile o tej porze w parku kręci się zboczeńców.
- Coooo? - wydukała za chłopakiem i objęła się ramionami.
Świetnie. Zostawił ją tutaj samą. Genialnie. Rzuciła plecakiem o ławkę, a następnie usiadła na nią, wpatrując się w jeziorko. Woda odbijała blask księżyca.
Zamknęła oczy.
Kiedy je otworzyła, usłyszała łamane gałęzie.
- Dante?
Serce zaczęło jej szybciej bić. A co jeśli to ci ludzie, którzy zabili jej siostrę?
- Dante. To nie jest śmieszne.
Wstała z ławki i podeszła bliżej drzewka, którego gałęzie się ruszyły.
Ni stąd, ni zowąd wyskoczyła z niego kaczka, która rozpostarła przed nią swoje skrzydła i próbowała ją udzióbać.
Krzyknęła.
Wskoczyła na ławkę.
- Co ty wyprawiasz?! - w mgnieniu oka obok niej zjawił się Dante.
- No... ona - wskazała ręką na kaczkę.
- Boisz się kaczek? - na jego twarzy pojawiło się rozbawienie.
- Pff. Oczywiście, że nie. Myślałam, że to ten zboczeniec, o którym mówiłeś, dlatego się przestraszyłam - podniosła głowę do góry i chwiejnie zeszła na trawę. Kiedy stanęła naprzeciwko ptaka, on znów rozpostarł swoje skrzydła i zaczął biegnąć za dziewczyną. Mel krzyknęła i wskoczyła na ławkę. Dante całej sytuacji przyglądał się z boku. Był najwyraźniej rozbawiony.
- No na co czekasz?! Zabierz ją! Próbuję mnie zabić! - wzięła do ręki kapsel i rzuciła w pierś chłopaka. Najwyraźniej popłakał się ze śmiechu. Niechętnie podszedł do zwierzęcia i odgonił je do wody. Następnie zwrócił się do dziewczyny. Podał jej rękę niczym dżentelmen, ale ona prychnęła i ją odepchnęła.
*
Melanie nie spała przez całą noc. Cały czas w jej umyśle znajdowała się Rosalie. Żałowała tego. Żałowała tych ostatnich słów. Ale skąd mogła wiedzieć, że już jej nigdy nie zobaczy?
Pojedyncze łzy spłynęły po jej policzku.
Przecież ona tak nie myślała, ale w złości mówi się o wiele za dużo.
Przypomniała sobie pewien cytat.
„Są cztery rzeczy, których cofnąć nie można; Kamień, który został rzucony. Słowo, które zostało powiedziane. Okazja, której się nie wykorzystało. I czas, który przeminął.”
- Kim ty jesteś? - zapytała jakby znikąd.
- Nie rozumiem sensu tego pytania, Mel - odparł zupełnie ją ignorując.
- Rose była Wagą, tak? Więc żyła w tym magicznym świecie, świetnie. Ale ty też musisz być z tym jakoś związany, ponieważ znałeś ją, znałeś jej plany. Musiała ci ufać, czyli też nie jesteś do końca normalny. Więc kim jesteś? Czarownikiem? Chociaż wątpię w to. Jesteś bardzo silny, pamiętam twój uścisk, kiedy Alais umarła w mojej kuchni, a Rosalie kazała ci mnie wyrzucić z pomieszczenia - brunetka niechętnie wróciła myślami do tamtego dnia, wtedy wszystko się zaczęło - i twoja skóra, jest lodowata. Więc kim jesteś?
- Nie muszę tego mówić. Doskonale to wiesz, a przynajmniej masz takie przypuszczenia.
- Więc mam rację? Jesteś - przełknęła głośno ślinę - wampirem? Nigdy nie sądziłam, że one naprawdę istnieją, myślałam, że tylko w opowiadaniach, by nastraszyć niegrzecznie dzieci przed pójściem spać...
- Każda historia zawiera ziarenko prawdy. Jak myślisz, gdyby tego nie było, skąd by ludzie o tym pisali czy opowiadali?
Dziewczyna wstała z materaca i zawiązała włosy w koński ogon. Nie miała ochoty ciągnąć tej rozmowy. Położyła się na materacu i usnęła.
*
Siedzieli w hotelowym pokoju. Ściany koloru mlecznej czekolady były zupełnie gołe. Całą podłogę zajmowała wykładzina, również pod kolor ścian. W prawym rogu pokoju znajdowała się mała szafa, na której leżał telefon.
Pośrodku pokoju przy samej ścianie stało dwuosobowe łóżko, z szarą pościelą.
Obok niego stolik z budzikiem. Naprzeciwko było usadowione lustro w ramie z drewna.
Chłopak jeszcze raz poprosił dziewczynę by dokładnie opowiedziała mu co się stało zaledwie dwie godziny temu.
- Hic venit to po łacinie oznacza nadchodzi.
- Ale kto? I co to jest? - pokazała mu swój napuchnięty nadgarstek. Wydawało jej się, że coraz bardziej jej pulsuje. - I dlaczego nazwała mnie Wagą? Jeśli jej ostatnie słowa dotyczyły mojej tuszy to...
Dante nie zważał na jej rozmyślanie.
- Nie. Czego miałaby chcieć od twojego ciała? Wyglądasz dobrze. Wracając do ważniejszego tematu. Pierwszą Wagą została Kordula, to wyjaśnia, dlaczego w ten sposób powiedziała. Drugą sprawą jest Forneus, pewnie jego miała na myśli. To niedobrze. Jest jeszcze mniej czasu niż się spodziewałem. Chociaż mamy element zaskoczenia. Forneus nie wie o tobie, bo gdyby wiedział, że tam jesteś zabiłby cię pierwszą. Ale to nie potrwa długo. Jak spróbuję wezwać demony zorientuje się, że nie może. Wtedy skojarzy fakty. - Melanie już miała zapytać się kim jest Forneus i co to ma z nią wspólnego, ale chłopak jakby czytał w jej myślach, znowu. - Forneus jest upadłym aniołem, okultystycznym demonem, markizem piekła. Rosalie była Wagą. To znaczy, że dopóki żyła, na świecie panowała Równowaga między Dobrem a Złem. Kiedy umarła, bariera łącząca te moce zniknęła. Normalnie za dziewięć miesięcy na świat przyszłaby nowa Waga, ale wtedy to nie byłby już ten sam świat. Tylko mroczny, zimny, opanowany przez Pana F. Rosalie resztkami sił przekazała ci tę moc. Więc Równowaga nadal jest. Chociaż osłabiona, ale jest. Teraz musimy znaleźć Radę Istot Podziemnych. Oni ci pomogą.
- Rada Istot Podziemnych? W skrócie RIP, poważnie?
- Hah, tak. Jedna z moich ulubionych nazw.
- Nie brzmi to zachęcająco.
- Twój wybór, kochana.
Kiedy miała mu już coś odpowiedzieć, frontowe drzwi wypadły z zawiasów.
~^~
Podoba mi się ten rozdział, czy to dziwne?
No może trochę.
Znalazłam kartkę z pomysłami ^^
Po czym ją zgubiłam.
Only me.
Only me.
Mówiłam Ci Ado, że jest w zeszycie z biologii, c'nie? No. Już jej tam nie ma. Jakieś pomysły?
Rozdział oczywiście dla Ady :3
Możemy jej współczuć, bo musi sprawdzać to wszystko ~.~
Dziękuję <3
I Mai, doczekałaś się, c'nie? C;
+To mój najdłuższy rozdział jak na razie! ; ooo
Rozdział oczywiście dla Ady :3
Możemy jej współczuć, bo musi sprawdzać to wszystko ~.~
Dziękuję <3
I Mai, doczekałaś się, c'nie? C;
+To mój najdłuższy rozdział jak na razie! ; ooo

~ Kaczki są wszędzie!

Cześć!
OdpowiedzUsuńMój Boże to jest świetne, piszesz genialnie...
Wampir... Mam nadzieję, że jest niegroźny..
No nigdy nie wiadomo.
http://violletta-fanfiction.blogspot.com/
Hehehe... mordercze kaczki xD aż przypomniał mi się ten teledysk i do końca rozdziału słyszałam tę piosenkę w głowie o.o
OdpowiedzUsuńA! Zapomniałam się przywitać >.<
Cześć =D Lis Kunegunda jestem ^,^
Uroczy szablon *.* Kocham <3 ( także Dantego ukochuję ale cii!)
Postacie są wyraziste i co tu ukrywać, że moim ulubionym bohaterem jest Dante =D ?
RIP ---> zbieg okoliczności? Nie sondze xD
Łączę się z tobą w bólu. Ja też mam problemy z interpunkcją (i dlatego ci tego nie wytknę, bo także sama to przyznałaś, a ja nie chcę cię dobijać ^.^"). No ale dlatego piszemy prawda? Żeby się nauczyć i wyćwiczyć =D
Jedyne co mi przeszkadza to krótkie rozdziały! ;D i mało opisów, przeżyć bohaterów i ich uczuć...
Ale to nie zmienia faktu, że masz ciekawy pomysł na to opowiadanie i, że masz talent ^,^
Życzę weny, weny i jeszcze raz weny. A i kolesia takiego jak Dante oczywko xD
A i wspomniałam, że ta scena z kaczkami mnie rozwaliła? Nie no to: ta scena z kaczkami mnie rozwaliła :D Masz coś co lubię w opowiadaniach: zabawne sceny ^^
Only me, mówisz? Nie martw się. Kundzia też tak ma >.< =D
Pozdrawiam i zapraszam do siebie ^,^
http://zaczarowac-wiatr.blogspot.com/
Ps. Przepraszam, że tak chaotycznie i, że tak dużo emotikonek ^,^" to cała ja :D
Rozdzial jest wspaniały, cudowny itp. Uwielbiam wszystkie twoje pomysły, a akcja z kaczkami rozbawiła mnie xD. Biedna kaczka chcą ją zabić :( xD Szkoda, że Rose umarła, ale akcja musi być. Pozatym są tego dobre strony zwłaszcza, że może spędzić troche czasu z Dante - tak uwielbiam go ^.^ - jest wampirem - nie spodziewałam się tego *o*
OdpowiedzUsuńNie moge się doczekac next'a ty moj talenciku <3
Cześć :)
OdpowiedzUsuńBardzo dobry rozdział
I ta akcja z kaczkami
Świetna
Czekam nn
pozdrawiam i zapraszam na 16 http://aquasenshi.blogspot.com/2014/07/rozdzia-16_18.html
fajna akcja z kaczkami :D świetne
OdpowiedzUsuń