piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział siódmy. "Słyszę bicie twojego serca. Podskakuje zawsze, gdy jesteś wobec mnie nieuczciwa."

Magia nie zmienia świata, jeszcze bardziej go komplikuje.







Melanie przygryzła nerwowo wargę. Odwróciła wzrok w kierunku ruchu ulicznego, próbując w ten sposób ukryć pojawiającą się czerwień na jej policzkach. Jak ona mogła do tego dopuścić? Przecież nawet go nie znała, a brakowało milimetrów do pocałunku. Z jednej strony jest wdzięczna Colinowi za ratunek, ale i wstyd jej, że musiał coś takiego zobaczyć. Co on sobie teraz pomyśli?
Jednak z drugiej strony chciała go pocałować. Nie pragnęła go jakoś specjalnie, ale chciała. Chciała poczuć jego smak, w końcu jeszcze nigdy tak naprawdę się nie całowała. Nie licząc tych poprzednich, w jedenastej klasie. Tamte pocałunki były krótkie i nic dla niej nie znaczyły.
Dante odsunął się od brunetki tak szybko, jak szybko otworzyły się drzwi od balkonu, w których stanął zaspany blondyn. Jego włosy były rozczochrane, a oczy miał spuchnięte od snu. Widząc napiętą sytuację, zrozumiał co się stało.

- Przeszkodziłem w czymś? - spytał zachrypniętym głosem, przeczesując włosy palcami.

- Nie - rzuciła błyskawicznie Melanie, w tym samym momencie, kiedy Dante warknął „tak".
Dziewczyna spojrzała na niego spode łba i powiedziała mocniejszym głosem „nie”, chłopak kiwnął głową i jego wzrok zatrzymał się na Colinie. - Tak, przeszkodziłeś.

Dziewczyna westchnęła.

Blondyn spojrzał na szatyna.

- Jeżeli zrobisz coś wbrew jej woli, pożałujesz - odparł, prostując się.

- Chciałbym zobaczyć, co możesz mi zrobić - prychnął. Po jego minie widać było, że ma poczucie wyższości.

- No wiesz, takie tam. Zwykłe sztuczki na wampira. Obleję cię wodą święconą, przebiję kołkiem, albo wystawię na słońce. Mam jedynie nadzieje, że nie zaświecisz się jak jakiś diamencik, hm?

Melanie zmarszczyła brwi. Fakt. Wampiry przecież nie chodzą w słońcu, tak? Więc w jaki sposób Dante porusza się w dzień po ulicach miasta? Dlaczego to wcześniej nie zainteresowało dziewczyny? Chyba nie było czasu na normalne myślenie.

- Analiza twojej wypowiedzi rzuca mną o ziemię. Tak samo jak tobą - w jednej chwili dało się zauważyć przelatujący cień nad głową dziewczyny. Później dobiegł krzyk.

Dante przerzucił Colina jak szmacianą lalkę przez balkon, a następnie sam znikł. Melanie nawet nie mogła krzyknąć, ponieważ działo się to w zawrotnym tempie. Pierw było słychać głośny huk, a następnie krzyk ustał. Zamarła z przerażenia. Wiedziała, że jeżeli Colinowi spadł choć jeden włos z głowy, to sama przebije Dantego kołkiem. Tu i teraz. Ścisnęła z całej siły barierkę i wychyliła się. Pięć pięter w dół stał Dante, trzymając blondyna w ramionach. Odetchnęła.
Colin wyrwał się z jego uścisku i wbiegł do pokoju. Nogi miał jak z waty, a twarz całą czerwoną. Melanie nigdy nie widziała tak wściekłego człowieka. Próbował coś powiedzieć, ale nie mógł nic wykrztusić. Wszedł do łazienki i zatrzasnął za sobą drzwi. Dante wrócił niedługo po nim. Oparł się o ścianę i zaczął się śmiać. Gdyby nie fakt, że tą szmacianą laką był właśnie Colin, sama wybuchnęłaby śmiechem.

- Jaki jest twój problem?! - wrzasnęła, zasłaniając zasłony.

- Nie rozumiem, Mela? - wybełkotał przez śmiech.

- Co to do cholery miało być?! - wrzasnęła. - Bawi cię to?!

- A nie powinno? - udał, że wyciera łezkę.

- Mogłeś go zabić! Używasz czasem mózgu? Oh, racja. Ty go nie masz! Mrówka mogłaby nim grać w piłkę, o ile by trafiła!

- Mogłem. Ale nie chciałem. Dałem mu jedynie nauczkę, żeby nie przeszkadzał następnym razem...

- Żartujesz sobie?! - zaśmiała się. - Do niczego by nie doszło, tak? Jesteś egoistą dbającym tylko o siebie. Uważasz, że pocałowałabym kogoś, kogo nie znam? Wampira? Źle uważasz. I nie, nie będzie musiał nam przerywać, bo następnego razu nie będzie!

- A skąd ta pewność, że to ja chciałem cię pocałować? Ja po prostu lubię ostrą zabawę, a ty mogłaś mi ją dostarczyć, koniec.

Dziewczyna stanęła w otępieniu. On naprawdę tak ją spostrzegał. Jako dziewczynę, z którą można się pobawić, a później zostawić. To nieważne, że ściga ich Demon, że właśnie jej siostra została zamordowana, że w każdej chwili mogą zginąć. Liczy się tylko dobra zabawa, no racja.
Chciała go uderzyć za to, co powiedział. Gdy jej ręka zatrzymała się przed jego twarzą, odwróciła wzrok. Oczy napełniły się łzami. Nie wiedziała co ma zrobić. Wyszła trzaskając drzwiami.

*

- Melanie! - usłyszała za sobą głos przyjaciela, ale nie zatrzymała się, szła dalej. - Melanie!

Drgnęła, dopiero kiedy chłopak pociągnął ją za ramię.

- Czego chcesz? - warknęła, zaciskając pięści.

- Co ty wyprawiasz? - przytrzymał ją przed kolejnym krokiem. Szatynka poczuła narastającą w niej złość. Spojrzała na rękę przyjaciela, która powstrzymywała ją przed ucieczką. Na nadgarstku miał zegarek, zwyczajny, z brązowym paskiem. Było wpół do czwartej nad ranem.

- Chcę stąd iść... - pozwoliła zatopić się w jego delikatnych ramionach. - Chcę, żeby to się skończyło.

- Wiem - mruknął, gładząc ją po włosach. Słyszał jej cichy szloch, im głośniejszy się stawał, tym mocniej ją obejmował. - Musisz być dzielna, okay? - szeptał jej do ucha. - Damy sobie radę. Razem. A gdy ten koszmar się skończy, wszystko będzie tak jak dawniej, obiecuję.

Melanie zamknęła oczy. Nie powinien składać obietnic, których nie jest w stanie spełnić. Przecież to oczywiste, że to się nigdy nie skończy. A nawet gdyby, to co potem? Ma wrócić do normalnego życia? Zapomnieć o tym, co się stało, o tym, co widziała, o tym, co usłyszała, o tym, co czuła?

- Okay.




Oboje usiedli na schodach przeciwpożarowych. Dziewczyna oparła się o ścianę, tak że miała widok na ulice miasta, a chłopak oparł się o barierkę, tak że mógł ją obserwować.

- Dlaczego to zrobiłeś? - spytała, gdy już przestała płakać.

- Zrobiłem? Co?

- Powstrzymałeś mnie od wyjścia. Przecież go nie znosisz, myślałam, że chcesz się stąd wyrwać, a... powstrzymałeś mnie. - Podciągnęła nogi pod brodę.

- Bo jest naszą jedyną szansą, Mel. Uważasz, że dalibyśmy sobie radę bez niego? - Melanie zmarszczyła brwi. „Dalibyśmy”, a nie „dałabyś” sobie radę bez niego. „Naszą”, a nie „twoją". Czy to cokolwiek znaczy? Mówienie w liczbie mnogiej o „nich"? Czy Colin chce zasugerować coś więcej niż przyjaźń? Czy może chodzi o coś innego, może chce podkreślić ich więź? Samą, bezwarunkową, czystą przyjaźń. Tam gdzie ty, tam i ja. - Tylko on rozumie, to, co się właśnie dzieje. Mimo że mnie wkurza i mam ochotę mu przywalić, musimy mu ufać. A jak to się skończy, to zaczniemy wszystko od porządku.

- Okay. - Zamknęła oczy. Potrzebowała snu, ale nie chciała wracać do pokoju. Nie chciała patrzeć na Dantego.

- Chodź tutaj - Colin przyciągnął ją do siebie i pozwolił, aby oparła się o jego ramię. Objął ją jedną ręką i położył podbródek na jej głowie.

- Mógłbyś... - ziewnęła - opowiedzieć mi coś, cokolwiek?

- Hm. Nie jestem dobrym mówcą.

- Wiersz, cokolwiek. Proszę. - Uśmiechnęła się lekko, ale on tego nie dostrzegł.

- Dawno, dawno temu, na oceanie istniała wyspa, którą zamieszkiwały emocje, uczucia, oraz ludzie-cechy. Wszystkich razem łączyła miłość. Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia... - Melanie zamknęła powieki, wsłuchiwała się w łagodny głos przyjaciela. - Tylko Miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy został jedynie maleńki skrawek lądu, Miłość poprosiła o pomoc... Bogactwo odmówiło pomocy... Duma nie chciała zabrać Miłości, bo mogła zepsuć idealną harmonię... Smutek chciał zostać sam... Humor nie zwrócił uwagi na biedą Miłość... - dziewczyna coraz bardziej pogrążała się w śnie. - Wydawało się, że Miłość zginie już na zawsze w głębiach oceanu... Nagle Miłość usłyszała głos starca. - Chodź, zabiorę cię ze sobą. Wdzięczna Miłość zapomniała zapytać kim jest jej wybawca, dlatego zwróciła się o pomoc do Wiedzy.

- Wiedzo, powiedz mi proszę, kto mnie uratował?

- To był Czas.

- Dlaczego Czas mi pomógł? - zdziwiła się Miłość.

- Bo tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest miłość. - Odrzekła Wiedza.*

Zasnęła, nie rozumiejąc, dlaczego Colin opowiedział jej właśnie o miłości.

*

Obudziła się, ale postanowiła posiedzieć jeszcze z zamkniętymi oczami. Minęła chwila, zanim sobie wszystko przypomniała. Nie miała ochoty płakać, wręcz przeciwnie. Miała ochotę zrobić komuś krzywdę, chciała się wyżyć na kimś fizycznie, a najlepszymi osobami na to byli mężczyźni, którzy zabili Rose.
Podniosła głowę i rozmasowała rozbolały kark, spojrzała na chłopaka, który zacząć masować zdrętwiałe ramię. Kręgosłup bolał ją od pozycji, w której spała. Właśnie, która była godzina? Spojrzała na miasto. Korki, korki i jeszcze raz korki. Ludzie śpieszący się do pracy, czyli musiało być dość wcześnie. Ósma? Pociągnęła Colina za rękę, by móc spojrzeć na zegarek. Siódma dwadzieścia trzy.

- Cała się kleję - wysyczała, wiążąc włosy w kok.

- Chyba musimy wrócić do pokoju, co? - spojrzał na przyjaciółkę, która przytaknęła.



Drzwi do pokoju były uchylone, co nie wróżyło nic dobrego. Melanie stłumiła w sobie krzyk. Nie, nie, nie. Nic nie mogło mu się stać. Nic. Gula w jej gardle rosła. Nic. Spojrzała na swoje trzęsące ręce, a następnie na blondyna, który przyłożył palec do ust. Nic się nie stało, powtarzała sobie. Nic. Szatynka kiwnęła głową. W chwili kiedy weszła do pokoju oczy jej się zaszkliły.Nic się nie stało? Chyba wolałaby go widzieć martwego. Poczuła obrzydzenie. Miała ochotę krzyczeć, więc dlaczego tego nie zrobiła? Złość coraz bardziej w niej buzowała, w końcu musiała ją uwolnić. Zacisnęła pięści. Wróciła wspomnieniami kilka godzin do tyłu, kiedy stała na balkonie, chłodny wiatr plątał jej włosy. Dzieliły ją minimetry od Dantego.
Najwyraźniej wampir szybko znalazł pocieszenie. Siedział na kanapie z pokojówką, z która namiętnie się całował.
W głowie dziewczyny rodziło się setki brzydkich określeń, ale powstrzymała się przed wypowiedzeniem ich. 

- Żartujesz sobie?! - trzasnęła drzwiami, tak mocno, że pokojówka podskoczyła. Spojrzała na szatynkę, a później z powrotem na chłopaka. Wyrwała się z jego objęć i wymamrotała:

 - To może ja już pójdę.

- Tak, tak będzie lepiej! - krzyknęła za nią Melanie. Pokojówka poczerwieniała na twarzy. Fakt, była ładną dziewczyną. Jasna cera, duże zielone oczy, czarne włosy zaplecione w dużego koka na czubku głowy. Była ubrana w to, co zazwyczaj noszą pokojówki, czarna sukienka z białym fartuszkiem. - Trafisz do wyjścia, czy rzucisz się teraz na niego? - kiwnęła głową w stronę Colina, w chwili kiedy dziewczyna opuszczała pokój. Melanie spojrzała ostro na Dantego, który poprawiał swoją koszulę.

- No co? Nie musiałabyś taka niemiła, gdybyś chciała to byłabyś ty - odparł, przeczesując włosy.

- Wal się! - warknęła. Oczy piekły ją od powstrzymywania płaczu. Czy on nie rozumie, że ona jest tylko dziewczyną, i to ją rani?

- Z nią? Gdybyś nie przeszkodziła...

- Zamknij się! Nie mogę cię już dłużej słuchać, wiesz?! - kopnęła w stolik do kawy, który przewrócił się na bok. - Nie chcę cię znać, rozumiesz?! Sama sobie poradzę z tym wszystkim, dam radę. Nie chcę cię więcej widzieć!

- Zginiesz bez mojej pomocy.

- To będą martwa! Co cię to obchodzi?! Mam cię dość. Dosyć tego wszystkiego. Mogę? Mogę. Więc skończmy to wszystko, okay?! Poradzę sobie sama, wracaj do swojego życia!

Postanowiła sobie w myślach, że się nie rozpłacze. Nie tutaj, nie teraz, nie przy nim. Widziała zdezorientowanego Colina, który najwyraźniej nie chciał mieszać się do ich spraw. W sumie sama się sobie dziwiła, dlaczego tak wybuchła. Czy to zazdrość? Nie, to złość. Ludzie wokół nich giną, oni sami uciekają przed złem, a on tak po prostu znajduje czas na zabawę? Złość, prawda?

- Daj spokój, co?! - Dante podniósł głos. - Obiecałem twojej siostrze coś i muszę spełnić tę cholerną obietnicę, później mnie nigdy więcej nie zobaczysz. Uważasz, że mam ochotę niańczyć i na okrągło ratować jakąś siedemnastoletnią dziewczynkę, która nie umie siedzieć spokojnie, gdy coś jej się powie? Nie.

- Mhm, to już nie musisz tego robić.

Wyszła kolejny raz dzisiaj, trzaskając drzwiami. Machnięciem ręki kazała zostać Colinowi. Chciała być sama. Nie będę płakać, nie będę, nie będę, nie będę - powtarzała sobie w myślach. Wiedziała, że musi pozostać twarda, nieważne, co się stanie. Musi być i tyle.
Wyszła tylnym wejściem z hotelu. Nie wiedziała gdzie jest. Usiadła na krawężniku i dała się ponieść emocjom. Zaczęła płakać. Skrawkiem koszuli wytarła mokre oczy i jeszcze bardziej się rozkleiła. Nienawidziła siebie w tamtym momencie, za to, że nie dała rady. Jakby mogła komuś przywalić, uderzyłaby siebie.

- Weź się w garść, w garść... - złapała się za włosy i schowała twarz w kolanach. Siedziała tak, dopóki nie poczuła silnego uderzenia w tył głowy, obraz zrobił się mglisty, upadła na ziemię. 



***

Dedykacja oczywiście dla Ady :3
To ona wymyśliła scenę z balkonem, brawo ^^
Chyba jestem zadowolona z tego rozdziału, tak mi się wydaję xD


Zapraszamy na nowego bloga o Darach Anioła! Zupełnie nowa historia ;3

>>>      Być może nie potrzebujemy książąt na białych koniach.





5 komentarzy:

  1. Dziękuję za dedykację :3 Ale prostując - ja wymyśliłam, że Colin zamieni się w wróżka chrzestnego. Nie przewidziałam, że będzie się pchał w ramiona Dantego.
    Mam wrażenie, że upominanie Cię w komentarzach bardziej na Ciebie działa, więc napiszę - skup się na układaniu zdań, bo nieraz przestawiasz wyrazy i to dziwnie później brzmi xD Znowu znalazłam kilka zdań, które powinny być jednym, ale no trudno, jest lepiej. Z przecinkami też xD
    No więc tak. Szczerze czekam, aż zrobisz mi coś z Colinem, bo mimo zajebistego imienia niesamowicie mnie wkurza, tak.
    I piękny gif promujący nasz blog *o*
    Weny! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Spam !
    Cześć ! Lubisz historię kiedy to dziewczyna jest główną bohaterką ? Kiedy w historii pojawiają się Anioły i Demony ? A może lubisz czytać o zakazanej miłości ?
    Jeśli tak to zapraszam na mojego bloga :
    http://being-an-angel-among.blogspot.com/
    Zapraszam i przepraszam za spam ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam do nowo powstałej ocenialni - Oceny Nie Z Tego Świata. http://ocenialnia.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Rozdział super mam nadzieje, że jeszcze tu wrócisz z kolejnym :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się twoje opowiadanie, szkoda, że zostało porzucone...
    Chciałam zaprosić do moich opowiadań, może któreś ci się spodoba.
    wadazagency.blogspot.com
    opowiadanie-demona.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń