Magia nie zmienia świata, jeszcze bardziej go komplikuje.
No, jakimś cudem udało mi się napisać drugi rozdział, tak.
Mam nadzieje, że jest w miarę zrozumiały? xD
O, i dedykacja oczywiście dla mojej bety! ^^
Dziękuję.
Gdzie są te głupie klucze?, pomyślała Melanie, wchodząc do kuchni. Ogarnęło ją to samo uczucie co wcześniej, jakby nigdy stąd nie wyjechała. Trochę przerażające, dodała w myślach.
Idealne białe ściany bardzo dobrze pasowały wraz z czarnymi kafelkami na podłodze, stanowiły kontrast. Na samym środku pomieszczenia stał ogromny, okrągły, szklany stół. A za nim rozciągały się białe szafki, na których panował idealny porządek. Czy ktoś w ogóle używa tej kuchni?
Oczywiście minęła chwila za nim Mel znalazła klucze i nie, nie było ich na blacie, jak powiedziała Rose, leżały na parapecie obok dziwnie pachnących kwiatów. Brunetka wyjrzała przez okno, ogród był jedynym miejscem którego nie pamiętała, zupełnie dla niej obcym. Niegdyś było to jej ulubione miejsce w całym domu. Teraz hamaki wiszące pomiędzy drzewami zastąpiono wielkim grillem, a w miejscu, w którym były posadzone kwiaty jej mamy, stało drewniane jacuzzi. Tak, to pewnie robota Rosalie. Kiedy na szybie pojawiły się pierwsze krople deszczu, dziewczyna westchnęła głęboko i wróciła myślami do rzeczywistości. Kiedy miała zamiar wrócić do kłócącego się towarzystwa, w progu, usłyszała dźwięk tłuczącego się szkła. Odwróciła się momentalnie i zauważyła ciemną postać wpadającą przez resztki ogrodowych drzwi.
Krzyknęła.
*
- Mel, czego się drzesz?! - dobiegł ją głos starszej siostry, ale była zbyt sparaliżowana żeby odpowiedzieć. Nie tyle, że się bała. Nie wiedziała co się dzieje. W jednej chwili stoi w cichym pomieszczeniu, a w drugiej ktoś rozwala jej drzwi, a następnie przez nie wpada. Można być lekko zdezorientowanym, prawda? Zwłaszcza, że takie rzeczy dzieją się tylko na filmach.
Dopiero teraz zobaczyła, że ciemna postać to całkiem drobna kobieta o skórze koloru czekolady. Jej czerwone włosy były całe zlepione od potu i krwi, tak że trudno było odróżnić. Twarz poharatana przez ostre szkło, a ubrania wyglądały jakby były spalone. Podniosła się na łokciach i jej zielone oczy spojrzały na Melanie.
- On tu idzie... - powiedziała coś co przypomniało raczej piśnięcie. Melanie, chciała zapytać kto idzie, ale nie mogła wydobyć z siebie dźwięku, jedynie wykrzyknęła imię siostry.
- Mel? Co jest gra... - w tym samym momencie do pomieszczenia weszła Rose wraz z chłopakiem. Przez chwile jej wzrok tkwił w siostrze, ale szybko zrozumiała co się tak naprawdę dzieje.
- Dante, zabierz ją na górę. - Chłopak bez żadnego protestu podszedł do Melanie i chwycił ją mocno za przedramię. - Idziemy.
- Rose, co tu się dzieje?! - Melanie wyrwała się z uścisku chłopaka, co było trudne. Jego palce były mocno splecione. Domagała się odpowiedzi.
- Alais, co ty tutaj robisz? - Rosalie zignorowała młodszą siostrę i uklękła przy kobiecie.
Dziewczyna zwiła się z bólu.
- Forneus... - wyszeptała, a potem jej twarz opadła na kafelki. Wydała z siebie ostatnie tchnienie.
Na to imię Dante zesztywniał. Rosalie ciężko otworzyła usta ze zdziwienia. W jej oczach był widoczny strach ale i dziwienie.
Melanie ciekawa była kim może być ten Forneus, czy oni się go bali?
Kojarzyła to imię. Była pewna, że kiedyś już je słyszała.
Rose przymknęła oczy, a kiedy zorientowała się, że siostra nadal znajduje się w pomieszczeniu, warknęła:
- Dante, do cholery, co ona tu jeszcze robi?!
*
- Nie dotykaj mnie! - zaprotestowała Melanie. - Słyszysz?! Puść mnie.
Mel, próbowała wyszarpać się ze stalowego uścisku Dantego, na próżno. Jego chude, lodowate palce znowu objęły ramię dziewczyny.
Gdy otworzył drzwi do jej pokoju, wepchnął ją do niego niczym worek z kartoflami do spiżarki, a następnie przekręcił zamek w drzwiach. Kiedy dziewczyna niezgrabnie podniosła się z dywanu, zaklęła pod nosem, próbowała otworzyć drzwi, chociaż wiedziała, że nic to nie da. Ale zawsze warto spróbować, racja?
- Wypuść mnie! - zażądała. Wiedziała, że chłopak jeszcze nie odszedł.
- Magiczne słowo? - Melanie wytrzeszczyła oczy, czy on z niej kpi? Właśnie teraz gdy w jej kuchni, na jej oczach zginęła kobieta?
- No chyba sobie żartujesz, co?! Wypuść mnie, muszę iść do Rose, sprawdzić co się stało.
- Nic nie musisz. To nie jest sprawa śmiertelników, rozumiesz? - nie czekając na jej odpowiedź ruszył na dół. Co on sobie wyobraża?! Śmiertelników?! Skąd Rose go wytrzasnęła?
Melanie głośno parsknęła, a potem z całej siły kopnęła w drzwi. Była zdenerwowana.
Utknęłam, pomyślała. Położyła ręce na głowię, ciężko wypuściła powietrze i próbowała wymyślić jakby mogła się stąd wydostać. Niestety wszystko poszło na nic.
Krzątając się po swoim pokoju, Melanie w końcu usiadła przy biurku i postanowiła zająć się jakimś zajęciem, żeby nie myśleć o tym wypadku. Była rozwścieczona. W jej głowie znajdowało się wiele pytań, na które chciała poznać odpowiedź. Ale by tego dokonać, musiała stąd wyjść.
Otwierając pierwszą z brzegu szufladę, dziewczyna wyciągnęła drewnianą ramkę w kształcie prostokąta, w której znajdowało się jej zdjęcie wraz z Colinem.
Colin, niski, wychudzony chłopak z burzą ciemnych włosów na głowie. Jego błękitne oczy były zasłonięte przez ogromne okulary, a na zębach miał aparat.
On, ona i Elizabeth byli najlepszymi przyjaciółmi. Spędzali ze sobą każdą możliwą chwilę, jednak po wyjeździe Melanie stracili ze sobą kontakt.
Rękawem wytarła kurz ze zdjęcia i starannie odłożyła je na blat biurka.
Następnie wyciągnęła drewnianą szkatułkę. Dostała ją od ojca, kiedy była mała. Zapewne przywiózł ją jako pamiątkę z gór. Odłożyła ją na miejsce i podniosła z dna szuflady stary szkicownik. Kiedy tylko go otworzyła, ogarnęła ją woń granitu. Od zawsze malowała. To ją uspokajało.
Starannie przewracała pierwsze kartki do póki nie trafiła na napis.
Na całej kartce rozciągało się jedno słowo, a raczej imię. "Forneus", to dziwne, pomyślała Mel. Wiedziała, że skądś kojarzy to imię, ale dlaczego znajdowało się w jej zeszycie? Może usłyszała je w jakiejś kreskówce? Przewróciła kolejną stronę. Ujrzała mężczyznę odwróconego plecami, stał na niewielkiej górce, nieopodal miasta. Wyglądał jakby czegoś szukał, a z placów wystawały mu dwa wielkie skrzydła, jak u anioła. Ale aniołowie mają białe skrzydła, prawda? A te były w kolorze węgla. Upadły anioł?
Przeglądając kolejne strony notatnika, ujrzała małą dziewczynkę w sukience. Miała góra pięć lat. Dziewczynka stała przed grobem. To smutne, pomyślała Melanie. Doskonale pamiętała jak rysowała te rysunki. Miała siedem lat, to było tuż przed śmiercią jej mamy. Siedziała w ogrodzie i tworzyła to co przyszło jej do głowy. Nie uważała, że malowanie dziewczynki na cmentarzu jest czymś... niewłaściwym. Zwłaszcza że wcześniej oglądała podobny film.
Kiedy miała wrzucić zeszyt z powrotem do biurka, dostrzegła że na nagrobku napisane jest imię jej matki. Isabelle Williams.
Czy to jest jakiś żart? Dlaczego narysowała grób swojej matki? Przypatrzyła się dokładnie dziewczynce, a następnie spojrzała na zdjęcie, przeraziło ją podobieństwo.
Na kolejnej stronie znajdowała się tam sama dziewczynka, stała nad kolejnym grobem. Tym razem Patrica Morrisa.
Zdenerwowała się.
Kolejna strona przedstawiała dokładnie tę samą scenę, która wydarzyła się dzisiaj. Rudowłosa kobieta leżąca w jej kuchni, szepcząca imię. A w następnej chwili umiera. A przed nią stała dziewczynka.
Dlaczego rysowała obrazy, które się sprawdziły?
Dziewczyna nie mogła się powstrzymać, żeby odłożyć zeszyt.
Na ostatniej kartce znowu była ta sama dziewczynka, tym razem stojąca nad grobem Rosalie Williams.
Rzuciła zeszytem o ścianę.
Ktoś przekręcił klucz w drzwiach.
Koniec.
Dziękuję za dedykację! <3
OdpowiedzUsuńBłędy, które powinnam Ci wypomnieć jako Twoja beta, już Ci wypomniałam. Ale tak, jestem pewna, że dwukropek to ":", a nie "..", przykro mi.
Co do fabuły; niepokoi mnie, że zapowiadasz śmierć Rose xD W sumie to niby to wiedziałam, ale cii... miałam nadzieję, że zapomnisz, tak.
Melanie i przepowiadanie przyszłości za pomocą rysunków? Widzisz, świetne! ^^ Taa, i po co się było martwić, skoro się wymyśliło, co nie? O upadłych aniołach i kwestii posiadania przez nich skrzydeł się nie wypowiadam, tak xD
No i kim jest Forneus? ;>
Weny! <3
Boże, Boże, Boże :oo Jakie fajne! <3 I już nadnatural <3 Jak ja to kocham *-* Ja bym to umarła jakby ktoś u mnie wpadał przez okno i umarł :OO I jeszcze ten szkicownik i imię siostry, matko. A ten chłopak? Śmiertelnicy? Hmm.. Czyli on jest nieśmiertelny? Okuu,.. Hmm.. Dobra, czekam na następny :*
OdpowiedzUsuń