Magia nie zmienia świata, jeszcze bardziej go komplikuje.
Cześć! ^ ^
Podejrzewam, że pierwsze rozdziały mogą być, hm.. troszeczkę nudne? Chyba tak. Chce stopniowo wprowadzić ten nadprzyrodzony świat do życia Melanie. Mam nadzieje, że mi się uda. I że Wam uda się coś ogarnąć z tego co piszę? xD
+ Interpunkcja to moja słaba strona, więc... tak.
O, jakby ktoś miał jakiś genialny pomysł którym by chciał się podzielić, może napisać! xD
Szare, pochmurne popołudnie, zupełnie pozbawione kolorów możliwe jest jedynie w tak wielkim mieście jak Nowy Jork. Mimo licznej populacji, Melanie nie zna tu zupełnie nikogo. To nic dziwnego, w wieku siedmiu lat, po śmierci swojej matki, Isabelle, przeprowadziła się do dziadków, którzy mieszkają na słoneczniej Florydzie, gdyż ojciec został z ich starszą o pięć lat córką, Rose. Państwo Morris, próbowali odebrać i drugą wnuczkę Richardowi Williamsowi, ale Rosalie sama postanowiła zostać ze swoim ojcem, dlatego nie mogli dużo zdziałać.
Teraz gdy Melanie skończyła siedemnaście lat, musi powrócić do wielkiego miasta, mimo że wcale nie ma na to ochoty. Jej dziadek, Pan Patric Morris, nie żyje już od czterech lat, a babcia, Pani Linsey Morris, od kilku miesięcy choruję na serce, na tą chwilę znajduję się w stanowym szpitalu, nie może sprawować opieki nad młodszą wnuczką, dlatego sąd okręgowy nakazał wrócić Mel w rodzinne progi.
Od śmierci matki, Melanie widziała ojca zaledwie kilka razy. Oczywiście wysyłał prezenty na urodziny czy gwiazdkę, dzwonił, ale nie przyjeżdżał, zawsze praca była na pierwszym miejscu, nawet za życia matki. Był podróżnikiem, dlatego rzadko bywał w domu.
Z Rosalie kompletnie nie umiała się porozumieć. Były swoimi przeciwnościami. Rose, wysoka, szczupła, o długich kręconych blond włosach i niebieskich oczach. Zawsze wyglądała nienagannie. Była duszą towarzyską, nigdy nie marnowała swojego cennego czasu. Lubiła mieć wszystkich w garści. Chciała, by każdy robił to, co ona mu powie, bez najmniejszego słowa oporu. Dodatkowo była bardzo inteligentna, dlatego umiała wykorzystywać ludzi, ale pod tą maską kryła się prawdziwa dziewczyna, która musiała sama sobie ze wszystkim radzić, los obdarzył ją wspaniałym darem, a może przekleństwem?
Melanie, natomiast była cichą, spokojną, ale wybuchową osobą. Nie lubiła się wyróżniać. Czas spędzała w małym gronie zaufanych znajomych. Nie była piękna jak jej siostra, bynajmniej sama tak twierdziła. Była niską dziewczyną o brązowych włosach z zielonymi oczami. Miała lekkie krągłości, których się wstydziła. Nie była geniuszem w szkole jak Rose, ale miała inne talenty, których nie zauważała. Umiała ślicznie rysować, oczywiście nie doceniała tego. Wmawiała sobie, że jest tą gorszą siostrą. Choć zdecydowaniem tą, która posiada uczucia. Nie umiałaby poniżać drugiego człowieka dla satysfakcji. Nie była taka. Za to nienawidziła swojej siostry, przynajmniej tak jej się wydawało. Naprawdę to zazdrościła jej. Zazdrościła jej bliskości ojca, którego ona nawet nie pamięta. Zawsze chciała być na jej miejscu, mimo że kocha dziadków z całego serca, i nigdy nie było jej u nich źle, to nie było to samo.
*
- Gdzie oni są? - parsknęła do siebie, wychodząc z lotniska na ulicę. Ciągnęła za sobą jedną niewielką czerwoną walizkę, to dość mało, ale jej to wystarczało. Rozejrzała się dookoła, ale nie zauważyła nikogo kto by na nią czekał. Czyżby zapomnieli? Tak, to możliwe.
- Mela! - za nim zdążyła się odwrócić, poczuła szarpnięcie i wieszające się na niej ciało. Kiedy napastnik w końcu wypuścił ją z ramion, zauważyła przed sobą wysoką dziewczynę, ubraną w białą sukienkę z koronką i butami na koturnach. A jej blond włosy były opuszczone na nagie ramiona, które oświecały promienie słoneczne. - Rose. - Wyszeptała. Spojrzała na dziewczynę i poczuła się przy niej jak obdartus. Miała na sobie szare jeansy i bluzkę z napisem 'The Beatles', a na nogach czarne trampki, nikt obcy nie powiedziałby, że mogą być spokrewnione. Jej siostra wyglądała na milionerkę, a ona jakby co najwyżej mogła nieść jej bagaż. Choć to i tak była by za dużo.
- Gdzie Richard? - spytała Melanie, ciągnąc za sobą torbę. Melanie nigdy nie mówiła na ojca 'tato'. Nie czuła tej więzi, której powinna. Wolała mówić do niego po imieniu.
- Tato, nie mógł przyjechać. Wróci za kilka dni. Chodź, bo stanęłam w niedozwolonym miejscu.
*
Dom wyglądał zupełnie tak, jak go zapamiętała. Wielki salon w kształcie koła o kremowych ścianach. Na samym środku stał czarny fortepian, a za nim rozciągał się barek.
- Wieczorem mamy gości, przygotuj się. - Rosalie zatrzasnęła za sobą drzwi frontowe i rzuciła kluczyki na wypolerowany szklany blat stołu.
- Gości? - Mel przełknęła głośno ślinę. Dopiero wróciła, a podróż była męcząca, chciała pójść do łóżka. Po za tym, nie specjalnie lubiła towarzystwo swojej siostry. Wszyscy byli identyczni. Nadęci.
- Tak, gości. Chyba nie sądziłaś, że ominie cię przyjęcie niespodzianka, co? A, i muszę cię komuś przedstawić, polubicie się. - Cała Rose, ledwo przyjechała, a ona chciała już ją z kimś zeswatać.
Brunetka przewróciła oczami i poszła na górę do swojego pokoju. Weszła po krętych, ciemnych schodach na pierwsze piętro, a następnie przeszła wzdłuż cały korytarz - jej pokój znajdował się na końcu, po lewej stronie. Popchnęła lekko białe drzwi i weszła. Wszystko stało na swoim miejscu. Wielkie łóżko z baldachimem znajdowało się po prawej stronie, naprzeciwko wielkiego lustra. W dzieciństwie Mel ćwiczyła balet, więc nadal była przymocowana do niego obręcz. Obok drzwi były dwie pary innych. Jedne prowadziły do małej garderoby, w których oczywiście Rose musiała zrobić porządek, na swój sposób. A drugie prowadzące do toalety. Pod oknem stało gigantycznie biurko, na którym znajdował się stary laptop, a obok niego przybory do malowania. Zostawiła torbę na środku pokoju i rzuciła się swobodnie na łóżko, marząc by był to tylko sen. Że zaraz obudzi w domku jej dziadków, i wszystko będzie tak jak kiedyś.
Niestety.
Otworzyła oczy i ujrzała swoje odbicie w lustrze.
- Ugh, trzeba to zasłonić na noc. - pomyślała.
- Mel, schodź na dół, muszę ci kogoś przedstawić! - dobiegł ją dźwięk głosu swojej siostry. Dziewczyna spojrzała na zegarek, było dopiero wpół do szóstej. Westchnęła głęboko i pomaszerowała do łazienki. Przemyła twarz zimną wodą i zeszła na dół.
Spodziewała się dziesiątek osób, ale zauważyła tylko dwie, w tym swoją siostrę, a za nią stojącego w bezruchu chłopaka. Wyglądali jakby się kłócili, chłopak gestykulował rękami. Jedyne co jej się udało usłyszeć to; nie, nie ma mowy, Rose. Nie wchodzę w to.
Kiedy ujrzeli Melanie, natychmiast się uspokoili.
- Mel, to jest Dante, mój przyjaciel. Dante, to Melanie, moja siostra. - Rosalie z uśmiechem na twarzy przedstawiła ich sobie, zachowywała się jak gdyby nigdy nic.
Brunetka ze zmarszczonymi brwiami podała mu niechętnie dłoń. - Cześć - kiedy ją dotknął,dziewczynę przeszedł zimny dreszcz. Jego dłoń była lodowata. Spojrzała na jego twarz i ujrzała urazę. Natychmiast wyrwała się z uścisku.
- Ta, cześć. - Wymamrotał. Był wysoki i dobrze zbudowany, na czoło opadały mu brązowe włosy. Jego oczy mieniły się niczym szmaragdy. - Mel, tak? Miło mi. - Powiedział dość sztywno, ze względu na chrząknięcie Rosalie. Ciekawe, co między nimi zaszło.
- Melanie, mogłabyś przynieść mi... klucze? - Rose podeszła do nich bliżej. - Leżą na blacie w kuchni.
Dziewczyna niechętnie wykonała prośbę. Coś nie pasowało jej w tym chłopaku. Gdy tylko weszła do kuchni znowu usłyszała rozmowę między nimi, tym razem spokojniejszą. Kiedy złapała klucze do ręki już miała wyjść z kuchni, gdy ktoś wbiegł do pomieszczenia przez tylne drzwi, rozwalając przy tym szybę.
Koniec.
----
Eh, niedługo zrobię korektę xD
Edit od bety: Tak, Ty zrobisz xD

Err... nie doceniałam Cię ;x
OdpowiedzUsuńMoja mama miała rację! xD
Ale cii, nie o tym ;x
Taaak bosko piszesz? *-*
Świetnie! *o*
Jesteś genialna ♥
Naucz mnie tak pisać, proszę, proszę, proszę! <3333
Tak bardzo zachwycona Maja *o*
Weny życzę, kicia <33
Przeczytałam ten rozdział, er, pięć razy, żeby go dobrze zbetować(co i tak pewnie mi się nie udało xD), ale i tak nie wiem, co napisać. Hm. Poza tymi dialogami, które tak, będę Ci wypominać, to z minusów jeszcze za dużo przecinków i za mało kropek xD
OdpowiedzUsuńAle przejdźmy do plusów, bo oczywiście takowe również się znalazły. Opisyy *o*. Stwierdziłam, że to niesamowicie trudna sztuka, więc propsy za ładne opisywanie wszystkiego dookoła!
Co do fabuły na razie ciężko mi się wypowiedzieć, ale Dante! *.* To mówi samo za siebie, prawda? ;>
Weny! <3 I żebym nie była tak upierdliwą betą jak Aga*pisze w nadziei. że Aga nigdy nie zobaczy tego komentarza...*
Ha wkońcu się dorwałam do blogspota na kompie i mogę komentować.
OdpowiedzUsuńNo wiec nie zaczyna się zdania od więc no ale zaczęłam od 'no" :P Rozdział mi się podobał, zaciekawił nie zdardzając zbyt dużo co na wielki plus :) Cud, miód maliny i orzeszki.
Weny życzę, pozdrawiam Twój Pedofil xD
Więc Oluu.. xD Nic nie mów, że nieciekawe, bo jest ciekawie! haha
OdpowiedzUsuńSuper rozbudowane! <3 Są opisy i jest dobrze xd Już pierwszy rozdział, a tu chłopak xd troche ta bohaterka się nie docenia xD A z interpunkcją nikt nie jest idealny. *-* Super! Czekam na nadnaturalne i na rozdział 2. :*
Zapraszam na moje blogi i przepraszam za spam :
OdpowiedzUsuń- http://mysweetgraphic.blogspot.co.uk/
- http://oto-moja-historia.blogspot.co.uk/